Gdy ugryzie kleszcz

Dlaczego uważam, że każdy z nas powinien przeczytać ten artykuł? Otóż kleszcze występują wszędzie. Są na terenie każdej wsi i każdego miasta. Są w każdym parku, na każdej łące, często na działce. Ludzie „łapią” kleszcze dosłownie wszędzie. I nie ma w tym żadnej przesady. Pomijając niefortunne ugryzienia zwierząt przez kleszcze, podpowiem, jak powinien postępować po ugryzieniu przez kleszcza człowiek. Tekst ów napisałem pod kątem bezpieczeństwa ludzi i dlatego – mając na uwadze ich dobro – zalecam w nim czasem użycie kłamstwa. Większość osób pokłada całą wiarę dotyczącą kwestii medycznych w lekarzach. W sumie słusznie, bo są oni najprawdopodobniej najlepiej wyedukowaną częścią każdego społeczeństwa. Tylko oni mogą nas leczyć. Jednak jest pewien problem. Borelioza jest chorobą nową. Mimo że istnieje od tysięcy lat, to wykryto ją stosunkowo niedawno. Spora część lekarzy podchodzi do niej z dystansem, czasem nawet ją lekceważy. Będę się starał być pomocny również w takiej sytuacji. Ze swojej strony zalecam zastosowanie po każdym ugryzieniu przez kleszcza dowolnego środka antybakteryjnego. Pod tym właśnie kątem pisałem ten artykuł.

Oficjalne zalecenia lekarskie i praktyka sporej części lekarzy jest obecnie następująca: jeśli ugryzł cię kleszcz, to należy wyjąć go i obserwować, czy coś się będzie działo, czyli czy np. pojawią się niepokojące objawy, czy też rumień wędrujący. Dopiero wtedy zaleca się leczenie. Uważam, że taka praktyka jest nieludzka i niehumanitarna. Przez okres dni, tygodni, a często nawet miesięcy i lat choroba rozwija się bez żadnych przeszkód. Tymczasem wystarczyłoby podanie dowolnego antybiotyku w standardowej dawce przez parę dni. Często ci sami lekarze, którzy odmawiają podania
antybiotyku po ugryzieniu przez kleszcza, bez problemu przepisują go przy jakieś grypie, często spowodowanej infekcją wirusową, na którą przecież antybiotyki nie działają. W sytuacji ugryzienia przez kleszcza trzeba starać się zrobić wszystko, aby otrzymać antybiotyk. Wystarcza standardowa dawka, przez parę dni. Ona najczęściej rozwiązuje problem potencjalnej choroby w przyszłości.

Jak długo kleszcz był wbity w naszą skórę? Zwykle nie wiemy tego dokładnie. Czasem się domyślamy, że kilka czy kilkanaście godzin, być może 2 dni (jeśli jest duży, opity). Co powiedzieć lekarzowi, gdy już do niego trafimy i chcemy usunąć kleszcza czy też otrzymać antybiotyk? Niezależnie od tego, czy kleszcz jest jeszcze w skórze i jest duży, czy też został już usunięty, to zawsze mówimy, że złapaliśmy go podczas wycieczki do lasu czy na łąkę 2 dni temu. Jeśli trafiamy do lekarza w późniejszym terminie, już bez kleszcza, to też mówimy o tym, że kleszcza mieliśmy przez 2 dni. Warto jeszcze dodać, że złapaliśmy go podczas wycieczki na Mazury albo w Bieszczady. Dlaczego to piszę i namawiam do kłamstwa? W wielu publikacjach medycznych, podręcznikach, oficjalnych zaleceniach nadmienia się, że aby doszło do zakażenia, to niezbędne jest żerowanie, czyli wkłucie kleszcza, przez 48 godzin. Jest to oczywiste kłamstwo. Dlatego również namawiam do kłamstwa i mówienia o 2 dniach chodzenia z kleszczem w skórze. A dlaczego warto wspomnieć, że kleszcza złapaliśmy w Bieszczadach czy na Mazurach? W dawniejszych (ale nie tylko) podręcznikach medycznych często wspomina się o przebywaniu i ugryzieniu w rejonie endemicznym, czyli takim, gdzie szczególnie często występuje borelioza u kleszczy. Przyjęło się, że takimi regionami są lub były Mazury i Bieszczady. Tymczasem nie jest to prawdą, bo nie ma w Polsce regionu ani miasta, w którym borelioza u kleszczy nie występuje.

Kolejną bardzo ważną kwestią jest usunięcie kleszcza. Im bardziej problematyczny sposób jego usunięcia, tym większe ryzyko zakażenia się patogenami.
Kleszcz, tak jak wszyscy, lubi spokój. Istotny jest komfort jego żerowania, czyli pozostawienie go w spokoju, gdy pije naszą krew. Gdy jest niepokojony, np. poprzez przypadkowe obtarcie, dotknięcie, podrapanie się, a już szczególnie nieumiejętne wyjmowanie go – odbiera to jako zagrożenie i reaguje nerwowo, czyli wymiotuje, zwracając część treści swojego żołądka (z wszelkimi patogenami) do rany i krwiobiegu. I tak dochodzi do zakażenia. Jednak najbardziej prawdopodobnym momentem zarażenia się jest sam moment wkłuwania się kleszcza, gdyż w jego ślinie poza substancjami znieczulającymi (powodują, że nigdy nie czujemy ugryzienia) są przecież inne groźne substancje. Czy kleszcza powinien usuwać lekarz, ewentualnie pielęgniarka? Absolutnie nie. Istotny jest sprzęt i metoda, a nie osoba, która kleszcza ma usuwać.

W sprzedaży dostępne są przeróżne pęsety, karty, pętle do usuwania kleszczy. Wszystkie one gwarantują raczej szybkie, dokładne, a nade wszystko całościowe usunięcie kleszcza, co jest przecież najważniejsze. Tymczasem są szpitale i przychodnie, które mimo milionowych czy wielotysięcznych dotacji nie są zainteresowane zakupem przyrządu do usuwania kleszczy za marnych kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych. Przyjmując pacjenta, pracownik służby zdrowia bawi się igłą czy pęsetą w wydłubywanie kleszcza w paru kawałkach, a jeśli kleszcz był zarażony, to również mamy 100 proc. pewności, że i my zostaliśmy zarażeni, i to na pewno zwiększoną dawką patogenów. Pamiętajmy, że często nawet lekarz zostawia w ranie części kleszcza. Tysiące ludzi mogło uniknąć ciężkiego zakażenia, którego de facto nabywają w placówkach służby zdrowia. Nigdy nie wiemy, kiedy ugryzie nas kleszcz i na jaki dyżur lekarski trafimy, dlatego celowym może być udanie się do apteki, zakupienie jakiegoś przyrządu i oddanie się w ręce spokojnej, niespanikowanej, zdecydowanej osoby.

Jak wyciągać kleszcza?
Najprościej, bez żadnych kombinacji. Prostym, zdecydowanym, najlepiej pojedynczym ruchem (można z lekkim skrętem w lewo, ale niekoniecznie). Podstawą jest dobre wejście „pod niego”, czyli odpowiednie wsunięcie karty, pęsety czy pętli. Najlepiej wszystko robić naraz – szybko, zdecydowanie, automatycznie. Żadnego wahania, zastanawiania się, żadnej paniki. Podłożyć, podejść pod wbitego kleszcza i wyciągnąć. Im szybciej, tym lepiej. Ostatecznością, i wcale nie najgorszym rozwiązaniem, jest wyciągnięcie kleszcza przez osobę posiadającą dłuższe paznokcie. Ujmuje się kleszcza między paznokcie i wyciąga – jednak konieczne jest nieposiadanie żadnych uszkodzeń skóry czy naskórka, a po operacji wyjęcia kleszcza – obowiązkowe zdezynfekowanie palców i miejsc pod paznokciami. Jest rzeczą oczywistą, że po wyjęciu kleszcza miejsce wkłucia obowiązkowo dezynfekujemy. Jeśli robiliśmy to samodzielnie, to sami musimy zadbać o należytą dezynfekcję.

Uważam, że nie warto ryzykować i nie można słuchać zaleceń lekarzy mówiących, że po ugryzieniu kleszcza należy obserwować swoje reakcje i czekać na pojawienie się objawów. Wtedy może być już za późno. Niezależnie od tego, czy od razu dostaniemy antybiotyk, czy też nie, to miejsce ugryzienia zawsze powinniśmy dodatkowo potraktować silnymi środkami bakteriobójczymi. Niezależnie od użycia tychże środków, zawsze warto także przeprowadzić parodniową kurację dowolnymi środkami antybakteryjnymi. Większość ludzi, w tym lekarzy, myśli, że jedynymi środkami antybakteryjnymi są antybiotyki. Tymczasem jest to oczywiście nieprawda. Potwierdzono empirycznie, że środkami antybakteryjnymi są również olejki eteryczne oraz – równie silne – nalewki fitoncydowe. Podkreślę to z całą stanowczością jeszcze raz – miejsce ukąszenia, niezależnie od tego, czy bierzesz antybiotyki, czy nie, potraktuj zawsze zewnętrznie środkami antybakteryjnymi. Najlepsze w mojej ocenie są olejki i nalewki fitoncydowe. Spośród moich autorskich mieszanin olejów i nalewek fitoncydowych polecam szczególnie nalewkę piołunową, wrotyczową oraz z żywotnika (czyli tujową). W wypadku, gdy nie będziecie mieć Państwo pod ręką moich nalewek czy olejków, należy udać się na zakupy do dowolnej apteki czy sklepu zielarskiego. Olejki naprawdę mają potężne właściwości, nieporównywalne wręcz z antybiotykami, ponieważ zabijają również wirusy czy pierwotniaki.

Z popularnych olejków, dostępnych w większości punktów sprzedaży (apteki, zielarnie) zastosuj olejki: tymiankowy, goździkowy, oregano, herbaciany, ewentualnie eukaliptusowy. Najlepiej dwa, trzy z wymienionych, ale może też być jeden. Gdy mamy dwa olejki, to stosujemy je naprzemiennie i zakrapiamy po 1 kropli na ranę i jej okolice, i delikatnie wsmarowywujemy. Stosujemy 4–5 razy dziennie. Kiedy mamy do dyspozycji tylko jeden olejek, to też stosujemy go parę razy dziennie. Ideałem byłoby jednak rozcieńczyć olejki w stosunku 1:1 w dowolnym oleju roślinnym, bo wtedy jeszcze lepiej wchłaniają się ze skóry, a rozcieńczenie herbacianego jest wręcz wskazane, bo to mocny i agresywny olejek, który może nawet uszkodzić skórę. Olejki stosujemy 3–5 dni. W międzyczasie możecie Państwo zamówić moje olejki – do zastosowania przez kilka kolejnych dni. Zadawnione zmiany najlepiej poddają się jednak mieszaninom nalewek i olejków, przy tym często skuteczniejsze są nalewki, i to stosowane głównie zewnętrznie. W każdym razie, jeśli kleszcz był odpowiednio wyjęty, a rana właściwie zdezynfekowana, to po tygodniu skóra w miejscu ugryzienia powinna być w idealnym stanie. W przypadku niewłaściwego wyjęcia kleszcza (uszkodzenie pajęczaka, naskórka lub powstanie rany) w ciągu miesiąca stosowania olejków lub nalewek skóra nie powinna być nawet w minimalnym stopniu zmieniona.

Piszę o tym dlatego, że wielu ludziom w miejscu ukąszenia przez kleszcza utrzymują się czasem różne guzki, zgrubienia, zmiany skórne, często przez wiele lat, i to niezależnie od ilości przyjmowanych antybiotyków. Takie zmiany skórne świadczą o tym, że organizm wytworzył wokół miejsca ugryzienia rodzaj otoczki, gdzie przebywają bakterie. Dopóki system odpornościowy działa dobrze, to wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy pojawi się stres lub choroba, bo wówczas od tych miejsc może się zacząć wysyp wcześniej ocystowanych czy otorbionych bakterii. Długo utrzymujące się zmiany skórne są też swoistym testem tego, jak dobrze usunęliśmy kleszcza. Jeśli wszystko zrobiliśmy dobrze, to po maksymalnie 4–5 tygodniach skóra w miejscu ukąszenia nie powinna być w żaden sposób zmieniona. Na szczęście wielu lekarzy nie lekceważy zagrożenia, jakie stanowi ugryzienie przez kleszcza. Tysiące ludzi otrzymuje od swoich lekarzy rodzinnych antybiotyk na parę dni. I bardzo dobrze. A jaki antybiotyk będzie najlepszy? Dowolny, ogólnego działania, według upodobań danego lekarza. Jest to najczęściej doksycyklina, amoksycylina, azytromycyna, cefuroksym. Najczęściej tylko przez 3–7 dni, i jest to w 90 proc. przypadków całkowicie wystarczające. Większość osób poddanych po ugryzieniu przez kleszcza antybiotykoterapii zapomina wkrótce o chorobie, jaką jest borelioza.

Jan Wojcierowski