Pan Jan od ziół
Pan Jan od ziół

– Panie Janie, a skąd pan wie, jakie zioła połączyć ze sobą i jak skomponować mieszankę na konkretny przypadek? – pytam.
A on uśmiecha się tylko i odpowiada:
– Lata praktyki.


Sama przecież wiem, że to nie receptury, nie przepisy z wypisanymi dawkami, nie wyuczone na pamięć składy na daną chorobę, ale faktyczna znajomość ziół i intuicja pana Jana tworzą te niezwykłe, uzdrawiające i kojące mieszanki. A do tego dodane jest jeszcze serce i empatia w stosunku do tego, kto przychodzi po pomoc.

A osób, które korzystają z porad pana Jana, jest wiele. To pacjenci z całej Polski. Jeszcze przed pandemią przyjeżdżali do łódzkiego konwentu bonifratrów w każdą środę i piątek. Ci, którzy byli z daleka, dzwonili, by porozmawiać o swoim schorzeniu i poprosić o zioła. A Jan każdego wysłuchiwał i każdemu poświęcał czas.

Jan Kubiak to zielarz, honorowy bonifrater. I jedyna osoba związana z zakonem z tak ogromną znajomością ziołolecznictwa. Od 1946 roku związany jest z konwentem „dobrych braci” w Łodzi, jak niegdyś nazywano zakonników. I choć zaczynał od dźwigania ciężkich worków i mielenia ziół ręcznym młynkiem, to pochłaniana wiedza i chęć zgłębiania wszystkich tajników przekazywanych przez mistrza – o. Aureliusza – zrobiły swoje. Dziś to Jan jest mistrzem.

W czasie gdy normalnie odwiedzało się przychodnie, niejednokrotnie stykałam się z pacjentami pana Jana. Wszyscy zgodnie stwierdzali: „Jan to skarb“. Bardzo kontaktowy, cierpliwy, o sporej dawce empatii, potrafi zjednywać sobie ludzi. I daje im coś więcej niż te cudowne mieszanki – swoje serce. „Cieszę się, że on jest, bo dzięki niemu, jego wiedzy i doświadczeniu, od kilku lat nie biorę już sterydów“ – mówi pani Jola ze Zduńskiej Woli. Pielęgniarka, która jeszcze przed pandemią przyjeżdżała tu co kilka miesięcy po kolejną dawkę ziół. Od lat ma reumatoidalne zapalenie stawów, czuła się bardzo źle, pewnego dnia trafiła do zielarza łódzkiego konwentu i... już została. „Mój lekarz i zarazem kolega jest zdziwiony, że z każdym badaniem wyniki są coraz lepsze“ – dodaje. To zasługa ziół i ogromnej wiedzy Jana Kubiaka, który, gdy przyszła tu po raz pierwszy, sporządził jej specjalną mieszankę. To niejedyna pacjentka lecząca się od lat. W kolejce, która w środy i piątki, ustawiała się na klasztornym korytarzu, byli młodzi i starsi. Czekali cierpliwie, bo wiedzieli, że nie tylko te zioła im pomogą, ale też sama rozmowa z panem Janem. „Człowiek robi się zdrowszy, jak już z nim porozmawia“ – mówiła mi pani Marianna. Potwierdzał to jej syn, który na początku sceptyczny, obecnie nie wyobraża sobie sezonu zimowo-wiosennego bez mieszanek pana Jana.

A co mówili lekarze? Często bywało tak, że wielu lekarzy rozkładało ręce i stwierdzało: „No to w takim razie jeszcze spróbujcie iść do Jana”. I to nie chodzi o to, że on znajduje ziółko na dane schorzenie, to też kwestia przyjęcia, rozmowy, kultury, ale też dyskrecji. On to wszystko ma. Jest nieoceniony, gdy trafiają nam się trudniejsze przypadki i skomplikowane sytuacje“ – potwierdzał dr Marcin Samosiej, kierownik poradni ziołoleczniczej bonifratrów w Łodzi. Pan Jan przez wiele lat wspierał pracujących tu medyków radą, pomocą i doświadczeniem. Zna przecież dużo więcej ziół i jest ekspertem, jeśli chodzi o ziołolecznictwo bonifraterskie w Polsce. „Jego wiedza jest nieoceniona“ – przyznawał lekarz.

Honorowy bonifrater jako młody człowiek uczył się od braci z Wilna, którzy po wojnie przywieźli do Łodzi zioła. I jako jedyny poznał tajniki ich leczenia oraz tajemnice tych cudownych mieszanek. „O. Aureliusz Milski, znakomity ziołolecznik, który w Wilnie prowadził aptekę, wprowadzał mnie w ziołolecznictwo, a właściwie w zbieranie i poznawanie roślin. Dzięki niemu posiadłem dużą wiedzę i postanowiłem w tym zakresie się kształcić. Zresztą przyjazd o. Aureliusza i o. Melaniusza Skweręsa spowodował rozkwit ziołolecznictwa w Łodzi“ – opowiada dziś pan Jan. Współpracę z klasztorem rozpoczął z polecenia właśnie o. Aureliusza. „Już w 7. klasie robiłem zakupy, a po lekcjach pracowałem w ziołowni. Mieliłem ręcznym młynkiem rozmaite zioła, ucierałem wazelinę potrzebną do produkcji maści. Dlatego jako 15 latek nie miałem problemu z noszeniem worka z 50 kg ciężarem“ – dodaje. Wspomina, że to bracia z Wilna przywieźli do Łodzi kompletne wyposażenie do prowadzenia ziołolecznictwa ze zlikwidowanego klasztoru bonifratrów: zioła, pojemniki, wagi laboratoryjne, szkła, młynki.

„Zrobienie pierwszych mieszanek było dla mnie wielkim przeżyciem, bo to przecież leki dla chorych“ – przyznaje. „Trzeba było wszystko dokładnie zważyć i wsypywać do mieszalnika uruchamianego ręcznie. Do moich obowiązków należało także wyciskanie kropli z ziół prasą ręczną. To była gimnastyka! Mięśnie rozwijały się bardzo szybko“ – uśmiecha się.


Na wiedzy pana Jana w znaczniej mierze oparty jest receptariusz apteki ziołoleczniczej przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Nalewek, mieszanek, które teraz wykonują jego niegdysiejsi pomocnicy, ale przez wiele lat to Jan Kubiak dobierał zioła. „To taki trochę czarodziej, który potrafi skomponować mieszankę do indywidualnych potrzeb i schorzeń każdej osoby“ – mówią ci, którzy praktykowali z Janem. „Ma też wszystko w jednym palcu i zna receptę na niemal wszystko“ – dodają.

Ale pan Jan to nie tylko bardzo mądry, zdolny człowiek, który choć jest ekspertem w zielarstwie, do wszystkiego dochodził sam i jest samoukiem, ale też niezwykłym człowiekiem. Szarmancki mężczyzna, dowcipny i zawsze uprzejmy. Jego mądre rady i zasady, którymi się kieruje w życiu, zostają w pamięci wielu. Nie tylko pacjentów. Zawsze wzrusza jego szacunek do rodziców, brata. Zachwyca bezkompromisowość w wielu ważnych kwestiach. I jego piękne wspominanie rodzinnego domu. „Mój dom rodzinny był niczym wyspa” – mówi – „dookoła łąki, na których mogłem zbierać kwiaty i nosić bukieciki mamie“.
 
I opowiada dalej: „Przez łąki przebiegał kanał melioracyjny, którym spływała woda deszczowa. Po łące można było do woli biegać, ale po każdej ulewie łąki zamieniały się w kąpielisko, a o ich czystości świadczyły kwitnące kaczeńce. Przynosząc różne kwiaty, pytałem mamę, jak się nazywają i dlatego wiedziałem, że liście babki szerokolistnej nadawały się, by przykładać na skaleczone miejsca. I to były moje początki leczenia ziołami“ – dodaje. Początki, które zaowocowały tak pięknie. O czym świadczą liczni pacjenci: osoby, które dzięki ziołom wróciły do normalnego funkcjonowania oraz zapytania o pana Jana. Czy przyjmuje, kiedy i jak można do niego trafić.

Anna Skopińska


 

Inne wpisy w tej kategorii

E produkty – nieszkodliwe dodatki do żywności

2022-09-29

E produkty – nieszkodliwe dodatki do żywności

Produkty, w których występują dodatki do żywności z literą E, budzą wiele kontrowersji. Wiele z nich jest szkodliwych dla zdrowia, mimo dopuszczenia ich do pożycia. Przyjmowane w nadmiarze mogą p [...]

Czytaj dalej

Kawa z reishi – dwa w jednym

2022-09-29

Kawa z reishi – dwa w jednym

Któż nie lubi małej czarnej kawki – nie ma chyba takiej osoby. Dla kawoszów mamy wspaniałą wiadomość. Doskonałą alternatywą jest kawa grzybowa z dodatkiem ekstraktu z grzybów reishi. Napój ten zn [...]

Czytaj dalej

Eliksir młodości, czyli mononukleotyd nikotynoamidowy (NMN)

2022-09-27

Eliksir młodości, czyli mononukleotyd nikotynoamidowy (NMN)

Oprócz wielu chorób, które dotykają ludzkość, sam upływ czasu powoduje, że organizm naturalnie się starzeje, a jego liczne organy pracują coraz słabiej. Czasu oczywiście nie zatrzymamy, ale dzięk [...]

Czytaj dalej